Świąteczne czytanie: „Cztery płatki śniegu” – Joanna Szarańska

Choć święta minęły już jakiś czas temu, u mnie wciąż pojawiają się lektury świąteczne. Pewnie dlatego, że mam ostatnio ochotę na czytanie na przemian: kryminały, często mocne, takie jak choćby ostatnio przeczytane „Karaluchy” muszę zrównoważyć przyjemną i lekką lekturą, a takie są najczęściej książki ze świętami w tle. Pewnie dlatego niedawno sięgnęłam po „Cztery płatki śniegu” Joanny Szarańskiej.

Ta książka stanowiła idealną przeciwwagę dla kryminału Jo Nesbo. Było w niej wszystko, czego oczekiwała po lekturze, która przeznaczona jest do czytania przy kubku gorącej czekolady i mieniącej się choince: wzruszająca historia, garść zabawnych sytuacji i zakończenie, które wycisnęło u mnie łzy. Moje pierwsze spotkanie z autorką okazało się więc być bardzo udane.

Przeczytaj moją recenzję „Karaluchów” Jo Nesbo

Typowi mieszkańcy tej samej klatki

Joanna Szarańska w swojej książce opowiada historię kilku rodzin, które łączy ta sama kamienica. Każda rodzina jest inna, każda ma własne problemy. Oto w jednej mamy do czynienia z nadmierną kontrolą żony i jej wydatków i próbą podporządkowania kobiety, która, jakżeby mogło być inaczej, w końcu przed samymi świętami się buntuje. W innym mieszkaniu ona podejrzewa go o zdradę. On robi to samo w stosunku do niej. W sprawę angażuje się detektyw, a wszystko okazuje się zabawną komedią pomyłek. Jeszcze gdzie indziej młoda matka daje się wciągnąć w obsesję jak najlepszego wychowania swojego dziecka: rozczytuje się w poradnikach o tym, jak wychować geniusza i szczęśliwe dziecko, musi walczyć z teściową, która na każdym kroku wyraża swoją krytykę i zawsze wie lepiej. W końcu Monika czuje się tym wszystkim przytłoczona, prawie się poddaje, dopuszczając do siebie myśl, że jednak jest beznadziejną i matką, i żoną. W końcu w czwartym mieszkaniu spotykamy samotną matkę z córką, której trudno zaaklimatyzować się w nowej szkole i której wydaje się, że wciąż nie jest dostatecznie dobra, bo mama, próbująca z trudem związać koniec z końcem, nie ma dla niej ani czasu, ani, tak przynajmniej wydaje się małej, zainteresowania. We wszystko wkracza miejscowy proboszcz i przystojny nauczyciel w-fu, z czego wynika nieco zabawna i na pewno wzruszająca historia.

recenzja-cztery-platki-sniegu

Porządku pilnuje starsza pani, samozwańcza dozorczyni. Taka z tych, co to lubią wszystko o wszystkich wiedzieć i… wtrącać się w nie swoje sprawy. Tym razem jednak to wtrącanie ma sens, bo dzięki niemu wszystkie kobiety otrzymują pomoc. A starszej pani zależy tylko na jednym: by móc się przełamać opłatkiem z najbliższymi, z sąsiadami. Bo sama od wielu lat spędza wigilię samotnie. Dopiero pod koniec powieści dowiadujemy się, dlaczego i… to jest ten smutny fragment. Choć oczywiście, jak na powieść świąteczną przystało, zaraz po nim następuje ten najbardziej wzruszający. Ostatnia scena idealnie nadawałaby się do świątecznego odcinka jakiegoś serialu.

W powieści, jak w serialu lub… życiu

Prawda jest taka, że cała powieść trochę przypomina jeden z tych popularnych polskich seriali. Cztery, a właściwie nawet pięć odrębnych historii, które przeplatają się ze sobą, bo łączy je jedna klatka schodowa. I zakończenie, wspólne dla wszystkich. Czasem jest smutno, czasem zabawnie: jak w życiu lub właśnie serialu, z tą jednak różnica, że książka nie ciągnie się w nieskończoność. Jest dokładnie tak długa, jaka powinna być: nie ma tu zbędnego gadania o niczym, nie ma też zbyt dużych skrótów myślowych i niedopowiedzeń. Pod tym względem lektura jest doskonale dopracowana.

„Święta to nie potrawy postawione na stole. To ludzie, którzy gromadzą się wokół niego”.

Czy więc ma jakieś wady? Można jej zarzucać, że temat już oklepany, że być może schematyczna, bo przecież i tak wiadomo, jak to wszystko się skończy. Ale to przecież książka świąteczna. Pisana po to, by wzruszać i cieszyć, by sprawić, że w okołoświątecznym zamieszaniu zrobi się ciepło, gdzieś w okolicach serca. I jeszcze po to, by dać nadzieję, że świat i mieszkający na nim ludzie potrafią odnaleźć w sobie dobro i wspólnie zaśpiewać kolędę, nawet jeśli za drzwiami własnych mieszkań zostawiają swoje codzienne problemy.

cztery-platki-sniegu-ksiazka

Przeczytaj recenzję innej, przeczytanej przeze mnie w tym roku książki świątecznej.

Lektura tej książki była dla mnie chwila przyjemności i relaksu. Niemiałam wobec tej historii jakiś wielkich wymagań. A jednak autorka pozytywnie mnie zaskoczyła. Przedew szystkim swoim poczuciem humoru, bo miejscami naparwdę trudno było się nie zaśmiać pod nosem. I jeszcze zakończenie, ten punkt kulminacyjny – trochę zaskakujący, jakby wytrącający czytelnika ze strefy komfortu, bo jednak nie spodziewałam się, że będzie tu mmiejsce i na historię tak smutną… Ale to także należy potraktować jako zaletę. Dzięki temu książka nie jest banalna. Jest… po prostu dobra!

Wydawnictwo IV Strona. Rok wydania: 2017. Ilość stron: 330.
Wyzwania:
Pod hasłem (16. na okładce znajdują się dwa świąteczno-zimowe elementy: śnieg, wieniec, lampki choinkowe)
2w1 (styczeń/zima)
Dziecięce poczytania (bonusy: babcia, książka świąteczna)

Książkę w dobrej cenie możesz kupić TUTAJ.

Reklamy

15 myśli w temacie “Świąteczne czytanie: „Cztery płatki śniegu” – Joanna Szarańska

  1. Myślę, że dla mnie książki z takim klimatem się skończyły i teraz szukam innych wrażeń. Jednakże samą książkę mogłabym przeczytać w tym dobrym czasie 😀

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s