W Bieszczadach na początku był las – „Hylaty” Joli Jareckiej

Bieszczady. Dla wielu mityczna niemal kraina spokoju. Miejsce do którego mieszczuchy jadą odpocząć, zrelaksować się i naładować przysłowiowe baterie. Bieszczady to niewątpliwie piękne góry. Piękne, bo wciąż jeszcze nieco tajemnicze, nie tak bardzo „schodzone” jak Tatry czy Beskidy. Ale to także góry, które kryją w sobie niejedną tajemnicę. Nierzadko tragiczną…

Czytając „Hylaty” Joli Jareckiej miałam nieodparte wrażenie, że oto mam przed sobą literacką wersję serialu „Wataha”. Może nie ma tu tak mocnego wątku sensacyjnego, nie ma śledztwa prokuratorskiego, ale jest dokładnie ten sam klimat – atmosfera, w której Bieszczady przestają być jedynie atrakcją turystyczną, a stają się niemym świadkiem ludzkich dramatów. Wielu…

Może zrozumieć siebie nawzajem to zrozumieć wszystko? Tu, w Bieszczadach, na początku był las, nie słowo. To lasu trzeba się uczyć, nie filozofii czy relacji międzyludzkich.

Historie, które opowiada Jola Jarecka w swojej niewielkiej książeczce są trzy. Pierwsza dotyczy funkcjonariusza Straży Granicznej, który w Bieszczady został przeniesiony niedawno i który oprócz tego, że musi się tych Bieszczad i ich mieszkańców nauczyć, musi też borykać się z własnymi prywatnymi problemami rodzinnymi. Mamy też mieszkankę bieszczadzkiej wioski, która z trudem wiąże koniec z końcem, a na utrzymaniu ma jeszcze męża – alkoholika, który zresztą wplątuje się wkrótce w szemrane interesy, syna z chorym sercem, które wymaga przeszczepu i sekret, którego nie chce nikomu wyjawić. Wreszcie mamy też Czeczenkę, która w Bieszczady dociera wraz z dziećmi po przebyciu niebezpiecznej, trudnej, ale przede wszystkim okupionej ogromnym cierpieniem drogi. Dociera tu, by zostać zmuszoną zmierzyć się z największą chyba tragedią. Losy tych wszystkich bohaterów się splatają w okolicy potoku Hylaty, stąd też tytuł, który przecież dla wielu może być niezrozumiały.

hylaty-recenzja

Jola Jarecka na nieco ponad stu stronach zawarła tak wiele emocji, że o lekturze trudno jest zapomnieć. I trudno przejść obok niej obojętnie. Kiedy książka dotarła do mnie w ramach klubowego Booktoura organizowanego na fejsbukowej grupie Przeczytaj&Podaj Dalej nie przypuszczałam, że tak bardzo odchoruję jej lekturę. Czyta się szybko, ale emocji jest tyle, że po przeczytaniu ostatniego zdania ma się po prostu książkowego kaca. I to takiego, że trudno skupić się na czymkolwiek, bo cały czas myśli się o tym, o czym pisała Jarecka.

Kobiety potrafią sobie pomagać. Większość matek czuje podobnie.

Stanowczo na uwagę zasługują tu bohaterki kobiece. Silne, ale przede wszystkim gotowe poświęcić wszystko dla dobra swoich dzieci: swoją godność, wygodę, marzenia. Być może to te postaci tak bardzo mną wstrząsnęły, bo sama jestem matką i czytając ich historie po prostu czułam ból. Niemal namacalny, fizyczny.

„Hylaty” to książka wspaniała. Nie ma tu miejsca na rozbudowane opisy. Język jest prosty, zwięzły. Ale chyba właśnie dlatego tak mocno oddziałuje na wyobraźnię czytelnika. To książka, która nie koloryzuje, ale pokazuje tę drugą twarz Bieszczad. Tę, której przybywający w te góry turyści nie znają. Lub której po prostu nie chcą zobaczyć. Ale trzeba o niej mówić. Trzeba mówić o tragedii uchodźców, o biedzie i związanej z nią beznadziei, która popycha ludzi do zaangażowania się w przemyt ludzi lub w alkoholizm. I o miłości, która każe zrezygnować ze wszystkiego w imię miłości do dzieci…

hylaty-jarecka

Jestem wdzięczna Gosi z naszej fejsbukowej grupy za to, że wysłała tę książkę w drogę. Gdyby nie ona, pewnie w ogóle nie wiedziałabym o tym, że taka pozycja została wydana. Tymczasem mogę z czystym sumieniem powiedzieć: to najlepsza przeczytana przeze mnie w tym miesiącu lektura!

Wydawnictwo Libra. Rok wydania 2017. Ilość stron 133.

Czytałam w ramach wyzwania Dziecięce poczytania (bonus: podróż).

Reklamy

13 myśli w temacie “W Bieszczadach na początku był las – „Hylaty” Joli Jareckiej

  1. Nigdy wcześniej o niej nie słyszałam. To chyba nie do końca moje klimaty, więc sobie odpuszczę, ale widzę, że książka wywołała w Tobie naprawdę wiele emocji… 😀

    Polubienie

  2. Elu, a wiesz, że jest dokładnie odwrotnie, tzn. Wataha zawiera wątki z „Hylatego”? Miałam przyjemność przeprowadzać wywiad z pisarką (pani Jola jest niezwykle ciepłą osobą), która opowiedziała mi o zagmatwanej historii na linii serial-książka. Cała sprawa jest dość skomplikowana, na tyle, że nie opiszę jej w komentarzu. W każdym razie ja wierzę pisarce… A książka jest świetna.

    Polubienie

  3. Wcześniej w ogóle nie zwróciłam uwagi na tę książkę, ale brzmi ciekawie, więc wrzucam na listę do przeczytania!

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s