„Kroniki Archeo”, czyli kilka słów o moim ulubionym cyklu książek dla dzieci

Nie jestem fanką książek dla dzieci. Czytam je, bo moje dziecko jeszcze samo nie radzi sobie z dłuższymi historiami, a chce je poznawać. Króciutkie opowiastki czyta po to, by poćwiczyć czytanie, nie dlatego, że go jakoś specjalnie wciągają. Nasz codzienny wieczorny rytuał polega więc na czytaniu Młodemu do snu. Na zmianę – raz mama, raz tata. Przy czym każde z nas czyta inną książkę. U taty na tapecie jest „Władca Pierścieni”. U mnie – kolejne tomy „Kronik Archeo”. Ostatnio połknęliśmy trzy, więc ta notka będzie przede wszystkim o nich…

„Kroniki Archeo” autorstwa Agnieszki Stelmaszyk podbiły moje serce od pierwszego tomu. Pewnie dlatego, że sama wychowałam się na cyklu o Panu Samochodziku i drugim, o Tomku Wilmowskim. A „Kroniki” są utrzymane trochę w tym stylu. Mamy tu ciekawe przygody młodych bohaterów i mnóstwo interesujących informacji z zakresu historii i kultury. i przyrody, ale tego jest trochę mniej. Czyta się szybko, a kolejne historie tak wciągają, że sama jestem ciekawa, co będzie w kolejnym rozdziale. Dlatego często zdarza się, że chce położyć Młodego spać wcześniej tylko po to, by móc mu poczytać dłużej…

Cała historia opowiadana w kolejnych tomach to poszczególne przygody Ani i Bartka oraz ich pochodzących z Wielkiej Brytanii przyjaciół. Łączy ich zamiłowanie do rozwiązywania tajemniczych zagadek, poszukiwania skarbów oraz fakt, że ich rodzice są archeologami. Oczywiście każde dziecko posiada też swoje własne zdolności i zainteresowania: jedni ćwiczą walkę floretem, ktoś inny rysuje albo pasjonuje się odczytywaniem różnych szyfrów. To, że rodzice dzieci są archeologami ma tu ogromne znaczenie, bo dzięki temu młodzi bohaterowie mogą podróżować po całym świecie i znajdują się w miejscach, gdzie potencjalnie może być ukryty skarb. Oprócz rodziców w kolejnych przygodach towarzyszy im także panna Ofelia, bibliotekarka i przyjaciółka rodziny, a także zakochany w niej wuj Ryszard. W niektórych tomach pojawiają się także angielski detektyw Gordon Archer i starsza lady Ginevra, której przodek był jednym z odkrywców skarbu Tutanchamona. Mieszanka wybuchowa, prawda?

Przeczytaj recenzję jednego z poprzednich tomów „Kronik Archeo”.

Oczywiście każda historia poświęcona jest poszukiwaniu jednego skarbu. W każdej występują też czarne charaktery, które nie tylko chcą przeszkodzić młodym poszukiwaczom przygód w odnalezieniu skarbów, ale nierzadko stanowią prawdziwe zagrożenie dla ich życia. Mam wrażenie, że z każdym tomem przygody pięciorga przyjaciół są coraz bardziej niebezpieczne i… coraz mniej prawdopodobne. Jakby autorka za bardzo dała się ponieść swojej wyobraźni. Nie bardzo mi się to podoba,a le mimo wszystko kolejne tomy nadal są ciekawe i czytam je z zainteresowaniem. moje dziecko też!

DSC_2705

Ostatnie trzy tomy, które przeczytałam pozwoliły mi przenieść się do Australii, gdzie młodzi ludzie poszukiwali tajemniczej Diamentowej Doliny, zgubili się w dżungli i cudem ocaleli z katastrofy lotniczej. Kolejny tom, „Zaginiony klucz do Asgardu” jest chyba moim ulubionym, bo… nawiązuje do historii Wikingów. Poza tym akcja dzieje się w miejscach, które znam: na Wolinie i Bornholmie. To sprawiło, ze czytanie było dla mnie taką sentymentalną podróżą w miejsca, w których naprawdę bardzo mi się podobało. Ostatnią przeczytaną częścią, a zarazem tomem, który zamyka pewną całość, bo jest siódmą historią, w której Ania zapisuje siódmy, ostatni tom czystych kronik, jakie niegdyś dostała od swojego dziadka, jest książka „Przepowiednia Synów Słońca”. Tu znów wraz z bohaterami podróżujemy daleko, do Peru. Tu zamyka się też kilka pobocznych wątków, które przewijały się przez poprzednie części cyklu. Nie jest to jednak ostatni tom, ale kolejne – wiem, bo właśnie czytam 😉 –  wyglądają już nieco inaczej… O tym jednak napiszę w kolejnych notkach, po skończeniu kolejnych lektur.

Przeczytaj, co sadzę o pierwszym tomie cyklu „Kroniki Archeo”.

A jak oceniam „Kroniki Archeo”? Uwielbiam ten cykl. Nie tylko za ciekawe historie, ale też za piękne wydanie (fajne ilustracje, duży druk, twarde i spójne okładki). Największa wartość ma jednak fakt, że z książek można się dużo dowiedzieć. Na przykład o historii Wikingów lub Inków. Albo o ciekawych australijskich gatunkach fauny i flory. Na marginesach poszczególnych tomów pojawiają się krótkie notatki zawierające ciekawostki historyczno-przyrodnicze i oczywiście nawiązujące do fabuły lub wyjaśniające pojęcia, które pojawiły się w tekście i które dla młodego czytelnika mogą być niezrozumiałe. Nie mogę się jednak oprzeć wrażeniu, że każdy kolejny tom jest bardziej „udziwniony”, że autorka na siłę próbowała sprawić, by był jeszcze bardziej atrakcyjny i przez to historie są po prostu mniej prawdopodobne. Mnie to drażni i przeszkadza,a le może młodzież od lektur oczekuje czegoś innego, niż ja? To jednak chyba temat na osobną notkę, która zapewne pojawi się tu już niedługo. Wszak dzień Dziecka się zbliża, a to najlepsza okazja, by podyskutować o książkach dla dzieci i młodzieży, prawda?

Tom „Przepowiednia Synów Słońca” czytałam w ramach wyzwania Pod hasłem u Ejotka.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s